Najgorszy miesiac w roku. Zaczyna sie zawsze dobrze, absolutnie rozumiem swiateczne szalenstwo i staram sie dostosowac. Nie przeszkadza mi kicz dekoracji ani zakupowa nagonka w sklepach. Lecace zewszad radosne swiateczne piosenki "holy, jolly, merry tadi da" tylko troche mnie otrzepuja. Mysle sobie "ooooo, ten rok bedzie inny, postaram sie, bedzie super". I potem cos sie ze mna niedobrego dzieje, bum. I zaczynam plakac, plakac i plakac. I awanturowac sie. I jeszcze wiecej plakac. I jestem absolutnie wyprowadzona z rownowagi, roztrzesiona i histeryczna. Nic jakos nie moge na to poradzic. Tuz przed swietami zbieram sie w kupe dla dobra rodziny, posprzatam, zrobie dekoracje, ugotuje, jakos to leci. Bez przekonania - z obowiazku. Potem Nowy Rok i ulga, ze spokoj do nastepnego grudnia. Naprawde nie chce zeby zawsze tak bylo ;-/
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
2 comments:
A nie jedziesz nigdzie? No to co będziesz gotować, bo ja się właśnie zastanawiam.
Trauma emigracyjna? Eh, skad ja to znam.
Post a Comment