Tuesday, June 30, 2009

Tak bardzo zly dzien dzisiaj.

Sa takie dni, kiedy to czlowiek najchetniej palnalby sobie w leb. Wszyscy wiemy, ze jak sie wali to wszystko kupa. I jakby malo tego bylo, ze juz rachunkow uzbieranych na tysiac dolarow, obciazone karty kredytowe, maz, ktory nie widzi problemu w tym, ze pije, praca raz jest, raz nie ma, dzieci jak zwykle chore, antykoncepcje szlag trafil, a syf i brud w mieszkaniu zyja wlasnym zyciem. Jeszcze na dodatek okazuje sie, ze owszem maz na bezrobociu ma dalej za duzo pieniedzy i ubezpieczenia nam nie dadza, a i pieniadze na jedzenie tez zabrali. Chyba na samo dobicie sie po dzwonieniu do wlasciciela domu w niewiadomej sprawie, nagle wychodzi, ze wcale nie jest tak, jak myslalam i czynsz nie jest zaplacony az do miesiaca maja. Czynsz zaplacony zostal do kwietnia i daje to ogolna liczbe miesiecy zaleglych trzy, bo przeciez lipiec juz jutro. I wcale mi nie poprawia humoru to, ze kobieta mieszkajaca na dole wlasnie dostala papier, ze eksmisja za trzydziesci dni.
Szczerze mnie cieszy, ze szkoly juz nie ma bo chociaz dzieci dostaja szalu w domu to nikt nie widzi moich zaplakanych oczu zakrytych okularami przeciwslonecznymi. I nikomu nie musze tlumaczyc, ze wszystko jest okej. I do jutra moge sobie podramatyzowac i popluskac sie w mojej czarnej dziurze wypelnionej gorycza. A jutro rano wstane i bedzie nowy dzien.

Saturday, June 20, 2009

Graduation


W srode mamusia i tatus wyszorowali sie do czysta, zalozyli kosciolkowe ubranka i poszli do szkoly, zobaczyc zakonczenie nauki u Natalki. Co dziwne ostatni dzien szkoly jest dopiero dwudziestego szostego, nie wiem dlaczego to tak po chinsku zrobili. Obejrzelismy wystepy dzieciakow na scenie, dali dobrego torta i wykopali nas do domu. W wyjsciowych butach ledwosmy sie do niego doczolgali. We wtorek powtorka z rozrywki u Ani, nastepnie cztery dni szkoly i WAKACJE!!!

Thursday, June 18, 2009

Prezent

Natalka na urodziny otrzymala "farme motylkow". Dziecko ma na tyle oblakana mamusie, ze stara sie ona wymyslic cos ciekawego zamiast kupowania plastikowych zabawek. Taki domek jak ponizej kupilam w sklepie z zabawkami a nastepnie w srodku jest zamowienie na gasienice, ktore wyslalam poczta. Gasienice przybyly gdzies dwa tygodnie pozniej. Byly zapakowane w sloiczku z jedzeniem i zarly i zarly i zarly. I rosly i rosly i rosly tak szybko, ze zapomnialam na smierc zdjecia zrobic ;-).



Kiedy gasienice sie juz nazarly ile mogly to wtedy karnie wylazly na sufit sloiczka i powiesily sie do gory nogami a nastepnie zamienily sie w takie piekne kokony. Specjalnie na ta okolicznosc musialam sie nauczyc jako tako zrobic zblizenia aparatem, w zwiazku z tym i ja skorzystalam.

Wyklucie sie z kokonow nastapilo oczywiscie wczesnie rano, kiedy to wszyscy spali. Tylko ta najwolniejsza gasienica, ktora wszystko robila na koncu sie ostala. Czyhalam na jej wyklucie dwie godziny, po czym stracilam nerw i wyszlam z domu. Ja przyszlam to ta cholera wlasnie wylazla. To czerwone, to farba ze skrzydel, ktora obcieka zaraz po wykluciu.


A tutaj juz caly i nie do konca szczesliwy motylek. Notabene moze i one slicznie wygladaja ale jak brudza to pojecie przechodzi.

Reasumujac jest to bardzo fajna sprawa, dzieciom moim bardzo sie cale to doswiadczenie podoba. Mnie czegos takiego w polskiej szkole nie pokazywali a tutaj tego typu domki dzieci maja juz w przedszkolu. Musze jeszcze zrobic zdjecie jak jedza i z rozlozonymi skrzydelkami. Aktualnie motylki miotaja sie po swoim wiezieniu i zajmuja sie robieniem jajeczek. W zwiazku z tym dojrzalam juz do tego zeby je wypuscic na wolnosc, zanim do szczetu zrujnuja sobie skrzydelka. Oczywiscie jak na zlosc pogoda jest beznadziejna, leje i jest zimno. Mam nadzieje, ze zadna motylka? nie wytnie mi numeru, bo sa w stanie jednorazowo zniesc do pieciuset jajeczek.



Thursday, June 11, 2009

Wolnosc wzgledna.

Poczta mknie ku mnie plastikowy dokument, ktory bedzie kolejnym krokiem ku szczesliwosci legalizacji pobytu. Dzieki niemu bede miec wolnosc wyboru. Juz nie bedzie wytlumaczenia, ze jestem tu bo musze, sytuacja bez wyjscia. Teraz bede mogla sobie powiedziec, ze jestem tu bo chce a to, ze mnie to nie za bardzo odpowiada to moj wlasny problem ;-). Milosc i nadzieja, na razie dwie rzeczy nie do obejscia. Ta druga gorsza od pierwszej. Moze kiedys zmadrzeje?
Przeczytalam ksiazke Anny Janko pt.: "Dziewczyna z zapalkami". Ksiazka uswiadomila mi, ze nie jestem sama, ze nie tylko ja calymi dniami robie pranie i inne bezsensowne rzeczy.
"Coraz czesciej czuje, ze konieczny jest kolejnyh ruch. W grze mojego zycia.
Ach rzucic wszystko i odejsc, stworzyc swiat raz jeszcze!
Z jakaz nonszalancja nosi sie wolnosc! Jak potrafi odrzucic wszystko, jak szalik na plecy. A przeciez przestrzen nas ogranicza, czas nas przykuwa, wydarzenia wiaza. Co sie robi, zeby to wszystko rozsadzic bezbolesnie?"
Nie ma to jak szczypta optymizmu. Eh poszlabym na wianki!!!!!

Tuesday, June 2, 2009

Wtorek

Przynioslysmy szpital do domu, wszystkie wirusy z pogotowia i reszte bakterii. Jestem chooora, mam goraczke, pediatra dzieci sie zlitowal i przepisal anybiotyk. Ania jest chora od nowa. Dominika jest chora na niewiadomoco. Odwiedzila szpital znowu wczoraj, zrobili jej USG. Tak jakby nie mogli tego zalatwic wtedy kiedy mieli, czyli w czwartek. Tylko Natalka sie trzyma, ona jest chyba z innej bajki. Czekamy na wyniki badan.

Friday, May 29, 2009

Przygody

Zycie w ciszy i spokoju to nie dla nas. Nie wiem jak inni ludzie to robia, ze maja wszystko ladnie poukladane i zyja sobie dlugo i szczesliwie? Bo przeciez istnieja tacy ludzie chyba? Czy tez tylko w filmach amerykanskich nastepuja cukierkowe happy endy?
W zeszlym tygodniu sie pochorowalysmy. Natalia standard - lekkie przeziebienie, Ania tez standard - zapalenie oskrzeli. Tylko Dominika dala czadu ostro i nie wiadomo co sie jej podzialo. W efekcie wyladowalysmy na pogotowiu, poniewaz nasz super pan doktor rozlozyl rece i powiedzial, ze on juz wiecej nie chce kombinowac. Na pogotowiu Sodoma i Gomora. Trzymali nas tam dwanascie godzin, Dominika w bolach, prawie caly czas na rekach. Zrobili jej przeswietlenie klatki piersiowej i brzucha, pobrali krew, podlaczyli do kroplowki. Nastepnie zostawili nas na noc. Niestety Robert nie przyniosl mi aparatu, poniewaz lozeczka dla dzieci wygladaly jeszcze gorzej niz te w Polsce: zamkniete opretowane klatki az po sam sufit. Oczywiscie Dominika odmowila spania w czyms takim i cala noc musialam ja trzymac. Na nastepny dzien mieli zrobic jeszcze USG ale po jakims przelomowym odkryciu wykopali nas do domu tak szybko, ze nie zdazylysmy sie nawet obejrzec. W zwazku z tym w dalszym ciagu nie wiem co tak naprawde sie stalo. Wiem tylko tyle, ze dziecko nie chce chodzic do toalety i jak juz ja tam zaciagne to wpada w histerie. Doktor mowi, zeby czekac.

Sunday, May 24, 2009

Dlugi weekend

Wszyscy sie juz ucieszyli, ze zaczelam doswiadczac prawdziwego zycia ludzi doroslych a tu klops. Robert zbulwersowany kwota szescdziecieciu pieciu dolarow poszedl i zamknal cala sprawe. Nie wiedzial zdaje sie co czyni, bo przy okazji odwolal kase na jedzenie i ubezpieczenie. W zwiazku z tym ja nie mialam juz obowiazku chodzenia do osrodka szukania pracy za to on mial obowiazek zasuwania do biura pomocy spolecznej trzy razy w zeszlym tygodniu w celu odkrecenia calej sprawy. Teraz jego wysylaja do osrodka szukania pracy hehehe. Wszystko to, to jakes papierologiczne bledne kolo.
Ja wrocilam do domu przewroconego do gory nogami i do tej pory sprzatam. Dzieci z okazji dlugiego weekendu sie pochorowaly, Ania na standardowe zapalenie oskrzeli a Dominika na jakies zapalenie oskrzeli polaczone z niestrawnoscia zoladka i lekarstwa dostaje przez swoj gladki tyl, bo gorna droga przywiazana jest do toalety.
Natalki szkola zostala zamknieta z powodu influenzy, nie swinskiej na szczescie.
Ja po wszystkich przygodach doszlam do wniosku, ze musze sie wyrwac z domu absolutnie, ale pojscie do pracy to nie jest taki swietny pomysl. Natalka przezyla bezbolesnie bo nie widziala mnie moze codziennie przez dwie godziny, Ania byla soba jak zwykle, zaabsorbowana wlasnym zyciem ale za to Dominika dostawala szalu jak widziala moja kolezanke, ktora sie nimi opiekowala. Ostatnia scena grozy to Dominika wczepiona obiema raczkami w moje wlosy, cala spazmatycznie we mnie wcisnieta i histerycznie wyjaca, ze ona nie pojdzie. Nie na moje nerwy to, zeby niszczyc swoje i Dominiki dziecinstwo za najnizsza place. Zwlaszcza, ze kolezance zaplacili tak smieszne pieniadze, ze normalnie zenada. Tez nie mozna od niej oczekiwac pomocy charytatywnej za psie pieniadze, zwlaszcza, ze ma sama dwojke malych dzieci.
Najlepsze rozwiazanie w tym momencie to pojscie do jakiejs szkoly i przekwalifikowanie sie na cos na co jest zawsze popyt i co przynosi pieniadze. Aha i jeszcze co mozna byloby robic w domu, szczyt marzen. Nad tym aktualnie mysle miotajac sie po domu, z Dominika wiszaca mi u szyi, Natalka chodzaca za mna krok w krok "poczytaj mi ksiazeczke" i Ania odstawiajaca histerie o byle co.