Sunday, December 7, 2014

Sprzataczka byc, a to ci jest przygoda!

Jak, do tej pory udalo mi sie znalezc siedmioro klientow. Dwojka z nich to klienci stali, raz na dwa tygodnie a reszta sobie jaja robi. Generalnie podejscie klientow do sprzataczek jest takie, ze chca miec zrobione wszystko co sobie wymysla za jak najmniejsze pieniadze. Podejscie sprzataczek do klientow jest takie, ze chca jak najwiecej zarobic, jak najmniejszym wysilkiem. Jak widac nastepuje niekonczacy sie konflikt interesow.
Sprzataczki radza sobie w ten sposob, ze staraja sie zeby im placono za robote a nie na godzine. Tlumaczone jest to tym, ze czasami sprzataczka moze byc w wyscigowej formie i zrobic mieszkanie w dwie i pol godziny a czasami moze miec na przyklad okres i grzebac sie trzy. Robota ponoc ta sama. Generalnie w momencie jak juz sie "oswoi" mieszkanie to sprzata sie je szybciej i mozna skonczyc wczesniej a zgarnac ta sama kase.
Mekka wszystkich sprzataczek jest Manhattan, kraza rozne kultowe opowiesci jakie to mozna zarobic kokosy nie wysilajac sie. Ja na Manhattan na razie sie nie zalapalam, poniewaz trudno mi pogodzic moja "normalna" prace oraz trojke dzieci z kariera w tym zawodzie.
Niestety musze przyznac ze smutkiem, ze jakos nie urodzilam sie, zeby byc sprzataczka. Pomimo tego, ze jestem perfekcjonistka i w zwiazku z tym sprzataczka ze mnie wysokiej klasy to jakos nie moge sobie wyobrazic przyszlosci w tym zawodzie. Wrecz w polowie sprzatania kazdego mieszkania mam zalamanie, kiedy to chce mi sie plakac ze zmeczenia i upokorzenia.
Kazdy klient to inne imie, inna historia i inny rodzaj balaganu.
Moja "najstarsza" klientka, rosyjska zydowka wyglada tak, jakby wyszla prosto z rosyjskiego zurnala mody. Zrobione ma wlosy, makijaz, paznokcie a cale ubranie tworzy calosc doskonala. W lazience cala polka kosmetykow od Diora i innych takich. Jej boyfriend to slawny ( w jej mniemaniu) rosyjski naukowiec. Co roku jezdza sobie na cruise a co tydzien w plener. W ich mieszkaniu mam zawsze najwieksze zalamanie nerwowe. Maja cudownego psa, irlandzkiego setera, ktory po calym domu rozrzuca tone kudlow i natury przywleczonej z zewnatrz. Pan domu chodzi w butach i do tego rozrzuca suszone owocki po podlodze i udeptuje je dodatkowo butami. Pani domu ma w kuchni karaluchy, ktore tak za bardzo jej nie przeszkadzaja. W szafkach lezy conajmniej dziesiecioletni syf a pani chce miec posprzatane wszedzie. Mili ludzie, ktorzy obsolutnie nie maja glowy do sprzatania i w zwiazku z tym zabijaja mnie. Gdyby nie to, ze potrzeba mi kasa i do tego pani kupila mi (na moja prosbe) odkurzacz za trzysta dolarow juz dawno walnelabym tym w pierony.
Na drugim koncu spektrum znajduja sie dwie babcie, ktore mieszkania maja czyste i chyba przychodze do nich tylko po to, zeby dotrzymac im towarzystwa. Jedna caly czas mi mowi, ze zle sprzatam i patrzy mi na rece, w jedej minucie mowi tak a w drugiej smiak. Powoli dochodze do wniosku, ze moze pod sufitem ma cos nie tak jak trzeba. Druga natomiast ma piekne mieszkanie, w ktorym sama moglabym mieszkac i caly czas na nie narzeka.
Kolejny jest zydowski "aktor", ktory mnie czaruje na kazdy mozliwy sposob. Za kazdym razem zaprasza mnie na obiad, proponuje podwiezienie i transport do sklepu. Jestem jego pierwsza sprzataczka i sprzatanie wstepne zajelo mi trzy dni. Facet mial kolekcje pustych, plastikowych opakowan, plastikowych toreb i papierzysk nazbieranych z dziesieciu lat. Dwie lazienki i jedna sypialnie sprzatalam 6 godzin. Druga sypialnie i kuchnie 5 godzin. A salon i jadalnie kolejne 6 godzin. Teraz juz lajcikowo chodze sobie raz na miesiac. Chcialabym chodzic czesciej, bo dobrze placi i ma najpiekniejszy widok na Nowy Jork z 29 pietra. Niestety jego czary mary nie rozciaga sie na jego portfel.
Najsympatyczniejszy ze wszystkich facetow, ktorym sprzatam jest zydowski doktor od stop. Elegancki, starszy pan, ktory w calym domu ma poustawiane stopy. W lazience wisi kotara ze stopami,na scianie wisza stopy, na polkach stoja stopy. Na szyi ma wisiorek ze stopa, na butach ma namalowane stopy a tablica rejestracyjna samochodu informuje, ze jest to "Footdoc". Poza tym jego pasja jest gra w tenisa. Po ataku na World Trade Center zglosil sie do oddzialu pierwszej pomocy i jego uklad oddechowy na tym bardzo ucierpial. Ze wzgledu na swoja pomoc jest dosyc znany. Jego przyjaciolka, ktora zglosila sie na ochotnika do pomocy razem z nim z tego powodu zmarla. Bardzo interesujacy, sympatyczny i dobry czlowiek.
Mam jeszcze jednego, zydowskiego "kawalera", ktorego rodzina (zona z czworka dzieci) mieszka w Kanadzie i jest to "complicated". Nie przeszkadza mu to w proponowaniu mi za kazdym razem wyjscia na obiad, kupowaniu czekoladek i placeniu wiecej niz moja robota jest warta. Zaczelismy od 60 dolarow, potem zaczal mi placic 80 a ostatnio dal mi stowke. Musialam sie wrocic i niestety oddalam mu dwie dychy, poniewaz ta robota naprawde nie jest tyle warta.
Na samym koncu jest przeurocza matka dwojki dzieci, chlopcow (4 i 2 latka), ktorzy kompletnie nie sluchaja. Stan jej mieszkania jest taki, ze sprzatanie kuchni i lazienki zajmuje mi prawie trzy godziny. To prosze sobie wyobrazic ten syf. Dodatkowo gdziekolwiek sie nie rusze mam ich cala trojke przed nosem, co mnie dodatkowo spowolnia. Mamusia sobie w gumki leci i caly czas odwoluje moje wizyty i do tego jeszcze nie kupuje tego, co jej kaze i nie mam czym sprzatac.
 
***
 
Podsumowujac: ludzie to syfiarze. Musze zeskrobywac kupy z toalet, zmywac siki z kafelek, wyluskiwac wlosy lonowe zewszad. Musze tepic karaluchy, szorowac naloty i odkurzac niekonczace sie powierzchnie. Z umiechem na ustach wysluchuje komplementow, historii calego zycia, narzekan i utyskiwan.. Od tej roboty bola mnie kolana, plecy i jestem tak zmeczona, ze czasami zasypiam na siedzaco. Jedyny szczesliwy moment to wtedy kiedy koncze sprzatac i dostaje w rece pieniadze.
Dzieki tej robocie mam nakarmione dzieci. Potrzebuje wiecej klientow, w zwiazku z tym musze sie zaczac reklamowac. Musze wyrobic sobie wizytowki, tylko potrzebny mi jakis chwytliwy slogan. Jedyne co udalo mi sie do tej pory wymyslic to:
"Clean House - Happy You!" ;-)

4 comments:

Kasia Jensen said...

Jejku ale ty zasuwasz. Ale oprocz tego masz prace w biurze tak? A skad wiesz, ze Ci ludzie to Zydzi? To troche dziwne mi sie wydaje. Nie wyobrazam sobie zeby ktos mial mi w domu sprzatac, pewnie z nizszych sfer pochodze ;) Pozdrawiam serdecznie

swert said...

Pracuje w przedszkolu dla dzieci z opoznieniami rozwojowymi jako asystentka nauczycielki, nalezy ono do niedochodowej organizacji w zwiazku z tym placa smieszne pieniadze.
Zydow rozpoznaje sie na wszelakie sposoby: po wygladzie, po nazwisku, po tym, co maja w domu, po tym, co sami na swoj temat mowia.

Anonymous said...

Iza
Wszystkiego najlepszego w dniu nastych urodzin. Spełnienia marzeń,pociechy z dzieci, a przede wszystkim zdrowia. I jeszcze raz zdrowia, bo z resztą dasz sobie radę.
Monika i Romek

swert said...

DZiekuje WAm bardzo za zyczenia urodzinowe!!!